środa, 3 lutego 2016

Informacja.

Na ten czas niestety muszę Was powiadmoić, że muszę zawiesić tego bloga, ponieważ nie mam czasu, na wstawianie rozdziałów na dwa blogi. Jak na razie przez nieokreślony okres czasu będę wstawiała posty na jednego bloga, ale spokojnie wrócę tutaj. :)
A teraz zapraszam Was: http://themyheartattack.blogspot.com/ . Życzę miłego czytania kochani! ♥

środa, 20 stycznia 2016

#5

- WYBRANA! WYBRANA! WYBRANA! - te słowo było słychać w całej sali. Wszyscy je wykrzykiwali. Uciszyli się wtedy gdy James wstał i uciszył ich  podniesiem prawej dłoni.
- Pozwólmy by Wybrana coś powiedziała. - rzekł spoglądając na mnie.
- Co tu się do cholery wyprawia? - zapytałam wstając. - To jest jakiś żart, prawda? Zaraz wszyscy zaczniecie się śmiać i wyśmiewać mnie, że dałam się nabrać? - byłam wściekła. - Ale wiecie co? - zapytałam. - Mało zabawne! - krzyknęłam i wybiegłam z sali. Pobiegłam do pokoju, który tymczasowo miał należeć do mnie. Wbiegłam do niego. Zabrałam przy okazji klucz, który był po zewnętrznej stronie drzwi. Zamknęłam się na klucz. Usiadłam w kąt i zaczęłam płakać. Byłam wściekła na siebie, na nich, na tą całą chorą sytuację. Nagle usłyszałam jakiś cichy szept "Clare, Clare." Przestraszyłam się.
- Ktoś tu jest? - zapytałam bardziej wciskając się w kąt, w którym siedziałam. Znowu ten szept "Clare, tutaj." Stwierdziłam, że muszę wziąć się w garść i sprawdzić co to lub kto to jest. Zaczęłam obchodzić cały pokój. A ten szept coraz bardziej narastał. Gdy podeszłam do półki z książkami szept był najwyraźniejszy.
- Ktoś tu jest? - zapytałam szeptem.
- Tak. - krótka odpowiedź.
- Co Ty tam robisz? - zapytałam.
- Widziałem jak wybiegłaś z sali, więc postanowiłem cię poszukać. - odpowiedział.
- To znowu jakiś chory żart? - zapytałam zdenerwowana.
- Nie, uspokój się, proszę cię, nie mogą wiedzieć, że tu jestem. - powiedział szybko.
- No dobrze. - wdech. - Więc co tutaj robisz?
- Przyszedłem zabrać cię na krótki spacer. Chciałem opowiedzieć ci o co tutaj chodzi. - powiedział.
- Ale jak mam niby iść, jeśli mają oni nas nie widzieć? - zapytałam z ironią.
- Znajdź na półcę książkę z pół księżycem na boku, pociągnij ja, a półka się odsunie. - podpowiedział. Zrobiłam jak mi kazał. Znalazłam tą książkę. Była na 3 półce, 3 w rzędzie. Pociągnęłam ją. Szafka zaczęła się odsuwać. Jak na moje zdziwienie strasznie cicho. Za nią ujrzałam drzwi. Były otwarte. Stał w nich wysoki, brązowooki blondyn.
- Witaj. - powiedział z przesłodkim uśmiechem. "Ogarnij się.", powiedziałam sobie w myślach. "On może być wrogiem", dokończyłam.
- Hej. - odpowiedziałam bardziej ostrożna.
- Nie bój się, podejdź. - powiedział i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń.
- Na pewno nic mi nie zrobisz? - zapytałam trzymając rękę niepewnie przy twarzy.
- Obiecuję. - powiedział i przyłożył swoją pięść do miejsca, gdzie powinien mieć serce. "Ciekawe czy je tam ma", pomyślałam. Wbrew swojej woli uśmiechnęłam się na ten gest. Ale od razu spoważniałam.
- Gdzie chcesz iść? - zapytałam, prostując się.
- Gdzieś gdzie nas nie znajdą. - powiedział. - To znaczy, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. - szybko się poprawił. Moja mina musiała być bezcenna.
- No dobrze. - odpowiedziałam już bardziej spokojna. - No to chodźmy powiedziałam i zrobiłam krok w jego stronę. Spojrzałam na niego. Widać było, że próbuję powstrzymać śmiech. - O co chodzi? - zapytałam.
- Naprawdę chcesz iść w tych butach? - zapytał cicho śmiejąc się. Spojrzałam na swoje buty. W sumie miał rację. W szpilkach daleko bym nie zaszła.
- Poczekaj tutaj. - cofnęłam się do łóżka, usiadłam na nim, zdjęłam szpilki i założyłam swoje buty do jeżdżenia konno. Stwierdziłam, że sukienka też nie jest zbyt najwygodniejszym strojem na spacery. - Możesz się odwrócić? - zapytałam.
- Po co? - zapytał blondyn. - A no tak, już. - powiedział, zarumienił się i odwrócił. Ja w tym czasie się przebrałam. Podeszłam cicho do niego, zbliżyłam swoją twarz do jego ucha, starając się nie oddychać.
- Gotowa. - powiedziałam.
- No to dobrze. - powiedział chłopak nie wzruszony.
- Ej. - zatrzymał się. Odwrócił w moją stronę i spojrzał na mnie.
- Co? - zapytał.
- Już nic. - westchnęłam. - Chodźmy.- szliśmy jakimś korytarzem, w którym jedynym światłem były pochodnie, rozmieszczone na ścianie co jakieś 3-4 metry. - To dokąd idziemy? - zapytałam po przejściu jakiś 200 metrów w kompletnej ciszy.
- Zobaczysz. - powiedział i skręcił w lewo. Podążyłam za nim. Przed nami ujawnił się przecudowny widok.
- Ale tu pięknie. - powiedziałam. Znajdowaliśmy się w jakiejś niby jaskini. Nie miała żadnego sufitu ani nic, dzięki czemu do środka wpadał blask księżyca.
Po środku znajdywało się malutkie jeziorko, w którym owy blask się odbijał. Wokół rosło pełno trawy. Przy jednym z brzegów jeziorka rosło drzewo. Usiedliśmy pod nim i zaczeliśmy rozmowę.
- Więc o co w tym wszystkim chodzi? I o co chodzi z tą całą wybraną? - zapytałam zniecierpliwiona. Chłopak spojrzał się na mnie jakby nie wiedział co powiedzieć albo od czego zacząć.
- Ty wierzysz w to wszystko? - zapytał.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedziałam. - Przecież to są jakieś bzdury. Jak ja mogę być jakąś śmieszną wybraną, jeżeli ja niczym nie wyróżniam się od innch. - powiedziałam zdziwiona.
- Spokojnie. - powiedział. - Chciałem się tylko upwenić.
- Upewnić w czym? - zapytałam.
- Że ta banda, którą widziałaś tam przy stole to jacyś kompletni świrusy. - powiedział śmiejąc się. Zaśmiałam się mimowolnie.
- Więc nie zwariowałam? - zapytałam. - Uff. - zaśmiałam się. - Ale co ty tu robisz skoro w to wszystko nie wierzysz? - zapytałam.
- Mój brat stwierdził, że mam magiczne zdolności i potrafię władać nad żywiołami.
- A czemu tak stwierdził? - zapytałam.
- Pewnego dnia... - zaczął i poprawił swoją pozycję do siedzenia. - poszliśmy razem z moim bratem nad jezioro. Chciałem się wygłupić i pokazać, że umiem panować nad wodą. Podniosłem rękę i upuściłem ją, a woda zafalowała tak jakby coś do niej wrzucono. Stwierdził wtedy, że ja też mam jakieś moce i przyprowadził mnie tu. Moim zdaniem wtedy jakieś morskie zwierze wykonało tą falę, a nie ja, ponieważ później wiele razy w domu próbowałem. Ale raczej na moje szczęście to był zwykły zbieg okoliczności. - dokończył i spojrzał na taflę wody. - Czasami naprawdę żałuję, że wtedy chciałem się wygłupić. Może wtedy miałbym normalne życie. A nie cały czas tylko treningi i treningi, bo James uważa, że posiadam jakieś ukryte moce, tylko trzeba je we mnie uaktywnić. - chwila ciszy. - Czasami mam już dość. - powiedział. Miałam niezmierną ochotę go przytulić i pocieszyć. Czułam, że on tego potrzebuję, ale nie wiedziałam czy akurat ode mnie. Nie odezwałam się ani razu dopóki nie skończył. - Chciałaś wiedzieć o co chodzi z tą całą wybraną, prawda? - zapytał od razu zmieniając temat, nie dając mi możliwości skomentowania tego co usłyszałam przed chwilą. Chciałam już się odezwać gdy usłyszeliśmy, że ktoś idzię w tę stronę.
- Musimy się ukryć. - szepnęłam.
- Chodź. - powiedział blondyn i złapał mnie za rękę. Najwidoczniej do tej jaskini było więcej wejść niż mi się wydawało. Myślałam, że ktoś idzie tym korytarzem, którym my przyszliśmy, ale najwidoczniej tak nie było, bo wbiegliśmy do niego i nikogo w nim nie było. Gdy dotarliśmy do drzwi przez które tam weszliśmy chciałam je otworzyć. Były zamkniętę.
- I co teraz? - zapytałam przerażona. - Złapią nas. - powiedziałam załamana,
- Spokojnie. - powiedział i podszedł do drzwi. Przekręcił klucz i je otworzył.
- A. - powiedziałam. Szybko weszłam do środka. Chłopak chciał już zamykać drzwi.
- Poczekaj. - zawołałam. - Powiedz mi jak masz na imię. - powiedziałam. Spojrzał na mnie, zatrzymując się.
- Mam na imię Luhan. - powiedział poważnie. - Ale możesz mówić mi Lu. - uśmiechnął się i chciał już zamykać drzwi.
- Dobranoc Lu. - powiedziałam z miłym uśmiechem. Chłopak przygryzł wargę patrząc mi w oczy.
- Dobranoc Clare. - i zamknął drzwi,

-------------------------------------------------------------------------------------------
~ Aktualizacja bohaterów.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

#4

Ustałam przed szafą z dużym lustrem i przypatrywałam się sobię, Moja twarz była strasznie blada. Całkowicie nie pasowała do kruczoczarnych włosów.
- Dlaczego akurat ja? - zapytałam samą siebię.  - Przecież nie wyróżniam się niczym od innych dziewczyn. Dlaczego zainteresowali się akurat mną? - w mojej głowie co chwila powstawały nowe pytania. Jednak stwierdziłam, że pora się przebrać. Zdjęłam z siebie niechętnie swoje ulubione spodnie i pogniecioną już koszulkę. Zdjęłam buty i wzięłam delikatnie do ręki sukienkę, którą dostałam. Była ona w kolorze białym. Ubrałam ją. Była idealnie dopasowana do mojego ciała. Przylegała do tułowia, ale od pasa w dół była rozkloszowana. Rękaw był tylko do połowy przedramienia i był zrobiony z koronki. Założyłam szpilki, które również miały na sobie koronkę.
Związałam włosy gumką, którą miałam na nadgarstku praktycznie od zawsze. Podeszłam do lustra. Spojrzałam na siebie. Wyglądałam przepięknie. Gdyby ktoś na mnie spojrzał powiedział by, że szykuję się do ślubu.
- Zaraz. - powiedziałam na głos. - A jeśli to prawda? Jeśli James chcę się ze mną ożenić? - w jednej chwili straciłam ochotę na to wszystko i chciałam ucieć, ale w tym samym czasie ktoś wszedł do środka. Odwróciłam się natychmiast. To był ten blondyn. 
- Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się, Był inny. Bynajmniej taki się wydawał. Nie był już arogancki i zadufany w sobie. Był miły. 
- Dziękuję. - odpowiedziałam cały czas mocono się w niego wpatrując. 
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytał zdziwiony.
- Wydajesz się być jakiś inny. - powiedziałam otwarcie. 
- O co ci.. A chodzi ci o moje wcześniejsze zachowanie? - zapytał z uśmiechem.
- Tak. - odpowiedziałam i wyprostowałam się.
- Przepraszam cię za tamto. - powiedział, a ja szerzej otworzyłam oczy. - Musiałem się tak zachować. James ma oczy dookoła głowy. Jeśli dowiedziałby się, że jestem dla ciebie miły zabił by mnie. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki on jest o ciebie zazdrosny. - spojrzał na mnie od góry do dołu. - Ale wcale się nie dziwię. Wyglądasz nieziemsko. - powiedział z miłym uśmiechem, Trochę się uspokoiłam, ale coś nadal nie dawało mi spokoju. 
- Dlaczego James jest o mnie zazdrosny? - zapytałam nie odpowiadając na komplement.
- Tego już dowiesz się od niego. - jak na zawołanie blondyn zmienił się z powrotem w tego aroganckiego dupka.
- Dobrze, a powiesz mi chociaż jak masz na imię? - zapytałam.
Nie mam imienia. - powiedział odwracając się. - Ale mówią na mnie cień. - powiedział i otworzył drzwi. - Idziesz? - zapytał.
- Chyba nie mam innego wyjścia. - powiedziałam patrząc na ziemię.
- No nie bardzo. - odpowiedział i wyszedł z pokoju nie czekając za mną. Bynajmniej tak mi się wydawało, ale kiedy wybiegłam za nim stał oparty o ścianę i spoglądał na mnie. 
- Chyba ktoś tu się przestraszył. - zaśmiał się.
- Na pewo nie ja. - odpowiedziałam prostując się i poprawiając sukienkę. - Idziemy? - zapytałam. Cień nic nie odpowiedział tylko ruszył przed siebie. Musiałam delikatnie przyśpieszyć kroku co w tych butach było niezmiernie trudne. Skręcił w prawo, przeszedł kawałek, a potem skręcił w lewo. Przed nami były ogromne dębowe drzwi. Podszedł do nich, a one jak za sprawą magii same się otworzyły. Wszedł do środka. Zawahałam się, ale weszłam za nim. W środku było przepięknie. Pomieszczenie było pełne przepychu. Na suficie wielkie żyrandole zrobione z diamentów. Na ścianach były lustra. Przez którę sala wydawała się jeszcze większa. Na środku pomieszczenia nie było nic. Wyglądło to trochę jak parkiet. Cała ta sytuacja wydawała się jakby to był jakiś bankiet. Przede mną, przy przeciwległej ścianię był ogromny stół. Zastawiony najprzeróżniejszymi daniami, których nigdy w życiu nie widziałam. Gdy weszliśmy do sali wszyscy powstali. Teraz wszyscy już siedzieli. Wszyscy byli ubrani na czarno. Wszyscy z wyjąktiem tylko jednej osoby, która była ubrana na czerwono i stała. Miała rozłożone ręce na znak powitania nas. 
- James. - powiedziałam na głos. Poczułam delikatne szarpnięcie i nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się obok Jamesa. Chciałam uśiąść, lecz coś nakazywało mi stać. W końcu oderwałam wzrok od blondyna, który stał obok mnie i rozejrzałam się po ludziach. Znałam stąd prawie wszystkich. Wszyscy uczęszczali do szkoły jazdy Jamesa. Oprócz jednej osoby, która przykuła moją uwagę. - Sara. - powiedziałam pod nosem. Wszyscy patrzyli raz na mnie raz na Jamesa. Nie wiedziałam co tu się dzieję. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie wiedziałam czy mam coś powiedzieć czy nie. W końcu to blondyn się odezwał.
- Chciałbym przywitać nową osobę w naszym gronie. To Clare. - powiedział potężnym głosem zwracając się do wszystkich. - Witamy cię Clare. Witamy cię w instytucie. W miejscu stworzonym od nas dla ciebie. W miejscu, w którym zmienimy losy tego świata. - mówił strasznie donośnym głosem. Wszyscy byli wpatrzeni w niego jak w obrazek. Lecz on nie zwracał na nich uwagi i mówił dalej. - Witamy cię wśród ludzi, którzy cię wielbią i modlą się do ciebie. Witam naszą wybraną! - ostatnie zdanie wykrzyczał, a w sali zapanował haos. Wszyscy krzyczeli i wiwatowali na moją cześć. Krzyczeli moje imie. Krzyczeli wybrana. A ja nie miałam pojęcia co tu się dzieję.

piątek, 8 stycznia 2016

#3

*W poprzednim rozdziale*
–James? James, to Ty? – szeptem próbowałam dowiedzieć się czy głos należy do mojego instruktora czy też nie. Delikatne światło pojawiło się w rogu pokoju, przy drugim końcu łóżka. Gdzie najwyraźniej musiał stać jakiś fotel albo coś.  W świetle ukazała się twarz jej towarzysza. – Witaj Clare. – Ty.. Ty.. Ty nie jesteś Jamsem.
---------------------------------------------------------------------------------------------

- Kim Ty jesteś? – zapytałam.
- Dowiesz się w swoim czasie. Teraz wstawaj. Musisz się przebrać. Wszyscy już na Ciebie czekają.  – odpowiedział chłopak stojący w rogu pokoju.
- Jacy wszyscy? – nie odpowiedział mi. Spojrzał na mnie i w ułamku sekundy odwrócił się. Zdążyłam tylko zauważyć, że ma czarne jak węgiel oczy. – Czekaj!  W co mam się przebrać? – zza drzwi usłyszałam tylko śmiech. – Świetnie. Wręcz wspaniale.  – podeszłam do drzwi mrucząc pod nosem przekleństwa na blondyna. Złapałam za klamkę, ale drzwi oczywiście były zamknięte. Mogłam się tego domyślić. – pomyślałam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Były w nim tylko jedne drzwi, jedno okno, biurko i regał z książkami. Podeszłam do okna i próbowałam je otworzyć. Niestety mój wysiłek okazał się bezskuteczny. Zrezygnowana podeszłam do regału i zaczęłam przeglądać tytuły książek. Napotkałam jedną bardzo zniszczoną książkę. Kiedy wzięłam ją do rąk i otworzyłam, wypadło z niej jakieś zdjęcie. Przedstawiało ono grupkę ludzi, przytulonych i uśmiechniętych do aparatu. Przyglądałam się mu chwilę i w oczy rzuciła się mi znajoma twarz.
- Przecież to James! – krzyknęłam. Odwróciłam zdjęcie, a na odwrocie był napis „Instytut 1989”.
- To nie możliwe. - powiedziałam, ale kiedy spojrzałam ponownie na zdjęcie, moją uwagę przykuł przystojny brązowooki blondyn, który stał obok Jamesa. Wyglądał znajomo. Jakbym już go gdzieś widziała. - pomyślałam. Położyłam się na łóżku i pogrążona w myślach zasnęłam. Obudził mnie dźwięk zamykanych drzwi. Przestraszona natychmiast zerwałam się z łóżka, ale w pomieszczeniu nikogo nie było. Mój wzrok powędrował na biurko, na tym którym znajdowało się białe pudełko. Ostrożnie podeszłam do pakunku i nie pewnie go otworzyłam. W środku znajdował się jakiś delikatny materiał. Dotknęłam go i delikatnie wyjęłam go z pudełka. Okazało się, że to była sukienka. Śliczna sukienka. Pod spodem była kartka. Gdy ją podniosłam okazało się, że to był liścik. Było w nim napisane: „O 12 w jadalni, czekamy. Ubierz się w to. J „ Zgniotłam tę kartkę w ręku i rzuciłam nią w kont pokoju. Z olśnieniem podbiegłam do drzwi i okazało się, że są otwarte.
- To moja szansa! – powiedziałam do siebie. Kiedy otworzyłam drzwi zamarłam. Przede mną stał tajemniczy blondyn ze zdjęcia.
- Jeszcze nie gotowa? – zapytał zadziornie. Spiorunowałam go wzrokiem.
- Kim jesteś i czego ode mnie do cholery chcesz? – zapytałam oburzona.
- Młodej damie nie wypada się tak wysławiać. – powiedział i spojrzał na materiał w moich dłoniach.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. – stwierdziłam uporczywie się w niego wpatrując. Blondyn się tylko uśmiechnął.
- Poczekam na Ciebie za drzwiami. – powiedział i popchnął mnie do pokoju, po czym zamknął za mną drzwi.  
- Gnojek. - powiedziałam gdy byłam sama. Zrezygnowna postanowiłam jednak posłuchać się blondyna, który stał za drzwiami. Pod biurkiem znalazłam jeszcze jedno pudełko. W środku były szpilki. Z butami w jednej dłoni i z sukienką w drugiej, usiadłam na łóżku, zastanawiając się jak wybrnąć z tej chorej sytuacji. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

#2

mój życiorys kończył się
już kilka razy
raz lepiej
raz gorzej

Słońce chyliło się ku zachodowi, ale Clare nadal nie wracała do domu. Daniel strasznie się o nią martwił. Wiedział, że coś jest nie tak, tylko jeszcze nie wiedział co. Clarie lubiła późno wracać do domu, ale zawsze informowała go o tym. Mówiła mu, że wróci późno albo, że wróci nazajutrz. Teraz nie napisała nawet głupiego smsa. Próbował się do niej dodzwonić parę razy, ale nie dało to efektów, ponieważ komórka jest wyłączona. – No nic. – westchnął. – Trzeba iść jej poszukać. – jak powiedział tak zrobił. Zszedł na dół, wziął komórkę, portfel i kluczyki do swojego motocykla. Wyszedł na dwór i zamknął za sobą drzwi. Wsiadł na motocykl, odpalił go i ruszył w stronę stadniny, do której Clarie chętnie chodziła. To było chyba jedyne miejsce do którego jego młodsza siostrzyczka nie czuła niechęci. Pamiętał gdy pierwszy raz ją tam zabrał. Miała wtedy 9 lat. Bała się podejść do małych kucyków, a co dopiero mowa do dużych klaczy. Teraz gdy Clarie ma 19 lat nie wyobraża sobie życia bez jeździectwa. Dostała swojego konia w wieku 13 lat i bardzo jest do niego przywiązana. Nazwała ją Furia. Dziwne imię jak dla konia, ale ona powiedziała, że to imię pasuję do niej idealnie.  Stwierdziłem, że Furia strasznie przypomina Clarie. Porywcza, uparta, szalona, ale strasznie kochająca Clarie. Zawsze gdy widziałem je we dwie były strasznie szczęśliwe. Tak, tak chyba można to nazwać.  We dwie tak jakby się uzupełniają. Bez siebie są jak bez jakiejś części duszy. – Jesteśmy na miejscu. – Daniel zsiadł ze swojego motocykla. Zdjął kask, rozpiął kurtkę i ruszył w stronę stadniny. Zauważył jakąś dziewczynę i podszedł do niej. – Hej. – powiedział. Dziewczyna tak jakby przestraszona spojrzała w jego prawie granatowe oczy i zarumieniła się. – Jestem Daniel. – wyciągnął rękę w jej stronę. – Oh jestem.. Jestem.. – Sophie . – odezwał się ktoś za nią. To był ten blondyn. Ten instruktor jazdy konnej, który próbował poderwać Clarie, ale ta go spławiała. Ten, którego Daniel nigdy nie lubił. – Co Ty tutaj jeszcze robisz? Dlaczego nie jesteś w środku na kolacji ze wszystkimi? – spojrzał przenikliwym wzrokiem prosto w oczy dziewczyny. – Tak, przepraszam. Już idę. – powiedziała rudowłosa. Dotknąłem jej ramiona, a ta podskoczyła jakby obudziła się z jakiegoś snu. – Oh przepraszam. Nie chciałem cie przestraszyć. – uśmiechnął się do niej tym swoim pełnym szczerego współczucia uśmiechem. – Nic się nie stało. – powiedział blondyn. – Nie mówiłem do ciebie, tylko do niej. –Daniel wskazał głową na dziewczynę. – A ja za nią odpowiedziałem. – odparł na to blond chłopak. – Z tego co wiem to chyba umie mówić. – Daniel schował dziewczynę za plecy. – I proszę cię, jeśli z kimś rozmawiam to się nie wpieprzaj, jasne? – zapytał dość mocnym głosem. Ten chłopak źle na niego działał. Budził w Danielu coś czego nigdy nie umiał pokazać. Budził w nim gniew i chęć rozwalenia mu nosa. Blondyn uśmiechnął się szyderczo. – Tak jest. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – ukłonił się i odszedł. Po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł.  Ten.. Ten chłopak jest naprawdę dziwny.  – Dziękuję. – słabiutki głosik odezwał się za plecami Daniela. Chłopak już prawie zapomniał o obecności dziewczyny tutaj. Jak ona miała na imię? Sophie! Tak teraz mu się przypomniało. Odwrócił się do niej. – Za co? – szczerze zaskoczony prawie zapomniał, że przyjechał tutaj szukać swojej siostry. – Ale dobrze, z resztą nie ważne. Przyjechałem tutaj po swoją siostrę Clarie Blayde. Wiesz może gdzie ona się podziewa? – dziewczyna spuściła wzrok na ziemie. Splotła dłonie – Przepraszam, ale w tym akurat nie mogę ci pomóc. – powiedziała i odeszła. A raczej uciekła od niego. - Hej! Zaczekaj! - krzyknął za nią brunet. Dziewczyna zatrzymała się. Odwróciła do niego i podeszła. Bardzo powolnym krokiem. W Danielu narodziła się dziwna chęć ucieczki stamtąd, ale przecież nie mógł odejść stąd bez żadnych wieści o swojej siostrze. Dziewczyna zatrzymała się kilka centymetrów od niego. Patrzyła mu głęboko w oczy. Wyrażały strach, ale jej mimika i ruchy ciała pokazywały, że jest w pełni świadoma tego co robi. Ustała na palcach i powiedziała. - Jeżeli chcesz, żeby Twoja siostra wyszła z tego cała i zdrowa to lepiej grzecznie wróć do domu i czekaj na jakieś wieści od niej albo o niej. Nie rób żadnch głupstw, chyba, że chcesz, żeby Twojej ślicznej siostrzyczce coś się stało. - na koniec cmoknęła go w policzek i zachichotała. Potem nagle jakby jej ruchy stały się ociężałe. Odwróciła się znowu twarzą do Daniela i powiedziała. - Przepraszam. Po czym szybko pobiegła do dużego budynku. Przerażony i wściekły Daniel nie wiedział co ma zrobić. Bał się o swoją siostrę, więc posłuchał rudowłosej i po prostu wróćił do domu. Gdy już siedział na kanapie w salonie, pozwolił swoim nerwom go opuścić i po prostu się rozpłkał. Rozpłakał się jak bezbronne dziecko na myśl, że jego siostrze grozi jakieś niebezpieczeństwo.
                                                                                              ****

- Moja głowa. – powiedziała Clarie łapiąc się za miejsce, które strasznie pulsowało. Podciągnęła się na łokcie i otworzyła oczy. Nic nie zobaczyła. Przestraszyła się, że może straciła wzrok albo co gorsza wycieli jej oczy, ale po chwili zauważyła blask księżyca i odetchnęła z ulgą. Zaraz. Jak to blask księżyca?! To która musi być już godzina? Przecież Daniel ją zabiję jak wróci do domu. Pewnie siedzi i się o nią zamartwia. Chwila. Gdzie ona się w ogóle znajduję? Zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, ale było za ciemno i nic nie zauważyła. – W tej chwili znajdujesz się w Instytucie. – Clarie podskoczyła na łóżku przestraszona. Ale chwila. Przecież ona zna ten głos. –James? James, to Ty? – brunetka szeptem próbowała dowiedzieć się czy głos należy do jej instruktora czy też nie. Delikatne światło pojawiło się w rogu pokoju, przy drugim końcu łóżka. Gdzie najwyraźniej musiał stać jakiś fotel albo coś.  W świetle ukazała się twarz jej towarzysza. – Witaj Clarie. – Ty.. Ty.. Ty nie jesteś Jamesem. 



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Aktualizacja:

poniedziałek, 2 marca 2015

#1.

Południe. Słońce świeciło bardzo mocno jak na pogodę w Londynie. Było ok. 23 stopni ciepła, więc prawie wszyscy byli gdzieś ze swoimi znajomymi. Tylko nie ja. Siedziałam w swoim pokoju, zajęta swoimi myślami, gdy do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał bardzo intensywnie.
- Proszę. - odpowiedziałam. Do pokoju wszedł wysoki brunet.
- Hej. - uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
- Cześć Daniel. - odpowiedziałam.
- Może wyjdziesz na dwór? Ładna pogoda jest. - powiedział kładąc rękę na moje kolano. Spojrzałam się na tą dłoń i położyłam swoją na jego.
- Nie mam ochoty. Wolę posiedzieć w domu. - brunet ścisnął moją dłoń.
- Sara dzwoniła. Martwi się. - powiedział. Chciało mi się płakać, ale nie mogłam  się rozkleić. Musiałam udawać twardą i zmęczoną. Nie mogłam mu pokazać, że jest ze mną aż tak źle.
- Nie mam ochoty na spotkania ze znajomymi. - moja mimika na twarzy mogła by dostać Oscara za perfekcyjną grę aktorską. Wiedziałam, że jeśli Daniel nie wyczyta nic z mojej twarzy to da sobie spokój. On taki był. Kochany, miły, troskliwy. Nigdy nie był upierdliwy, uparty. Nigdy na mnie nie naciskał. Mogłam robić co chce odkąd zostaliśmy sami, tylko we dwoje.
- Przepraszam Cię, ale chcę zostać sama. Zostawisz mnie? - zapytałam. Daniel chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował. Spojrzał jeszcze raz na mnie swoimi intensywnie błękitnymi oczyma i wyszedł. Bolało mnie to, że się od niego tak odcinam. Wiedziałam, że najbardziej na świecie to on się o mnie martwi. Ale jak miałam mu powiedzieć, że moja psychika jest na wykończeniu i najchętniej zasnęłabym snem wiecznym? Nie umiałabym mu tego powiedzieć, a co gorsza zrobić mu tego. Muszę jakoś Go od siebie odciągnąć, muszę zrobić, aby mnie znienawidził. Wtedy będę mogła zrobić to, na co tak długo czekam.
Spojrzałam na zegarek w telefonie. Wybijała godzina 14, za dwie godziny mam lekcje jeździectwa konnego. Jedyne zajęcia na które mam ochotę chodzić. Nawet jeśli odbywają się w sobotę.
Na ekranie mojego telefonu pojawiło się duże zdjęcie Sary. To znaczyło, że do mnie dzwoni.
Wzięłam komórkę do ręki i chwilę zastanawiałam się czy mam odebrać. W końcu zdecydowałam się, że tak. Przecież unikałam jej od kilku tygodni, więc wypadałoby w końcu odebrać. Wzięłam głęboki wdech. I odebrałam.
- Halo. - powiedziałam do słuchawki.
- CO SIĘ Z TOBĄ DO CHOLERY JASNEJ DZIEJE?! NIE MOGĘ SIĘ DO CIEBIE DODZWONIĆ, NIE MOGĘ SIĘ Z TOBĄ SKONTAKTOWAĆ I ZAWSZE JAK DO CIEBIE PRZYCHODZĘ TO CIEBIE NIE MA! CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE?! - Sara była wściekła. Nie chciałam się z nią kłócić, nie miałam na to siły.
- Przepraszam, ale telefon miałam popsuty. - odpowiedziałam. Usłyszałam wydech po drugiej stronie słuchawki.
- Myślałam, że coś się stało, że się na mnie obraziłaś albo coś. - powiedziała Sara. Było słychać, że odczuła wielką ulgę po moich słowach.
- Przepraszam Cię, ale muszę kończyć. - rozłączyłam się nie dając dziewczynie dojść do słowa. Wzięłam głęboki wdech, żeby się uspokoić i, żeby się nie rozpłakać. Uspokojona wzięłam wcześniej przygotowaną torbę z ciuchami do jazdy konnej i wyszłam z pokoju. Wyszłam na dwór niespostrzeżona i skierowałam się do swojego auta. Wrzuciłam torbę na miejsce pasażera i usiadłam za kółkiem. Odpaliłam silnik i ruszyłam w stronę stadniny.

***
Gdy dotarłam na miejsce zobaczyłam, że mój trener już tam czeka. Wysoki, umięśniony i przystojny blondyn o niebieskich oczach. Dla wielu dziewczyn jest ideałem, dla mnie po prostu jest tylko instruktorem jazdy. Nikim więcej. On chwilami pokazywał, że mu się podobam, ale ja za każdym razem Go spławiałam, więc ma do mnie teraz bardziej odległy stosunek i łączą nas tylko te 2 godziny. 2 godziny kiedy jestem sobą i nie udaję, że jestem twardą i zimną suką.
- Witaj Clarisso. - mój kochany trener jak zwykle sztucznie uprzejmy przywitał mnie podając mi swoją dłoń. Ja ignorując to podeszłam do swojego już przyszykowanego konia i nie patrząc n blondyna powiedziałam:
- Mówiłam, żebyś tak do mnie nie mówił. - chwila ciszy. - Witaj James. - powiedziałam i spojrzałam w jego stronę. Zauważyłam jakiś błysk w jego oczach.
- Przepraszam. - jego spojrzenie przegrało z moim, a chłopak.. Przepraszam, a mężczyzna spojrzał w dół. - Zapomniałem. - podrapał się po karku.
- Pójdę do szatni. - powiedziałam. I skierowałam się w stronę dużego budynku razem ze swoją torbą. Wchodząc do budynku zauważyłam "trajkotki". Cztery dziewczyny, które stały po mojej prawej stronie. Intensywnie o czymś rozmawiały, ale kiedy zauważyły, że się zbliżam umilkły.
- Cześć dziewczyny. - powiedziałam, ale żadna z nich mi nie odpowiedziała. Stały przestraszone i wpatrywały się we mnie. Czekałam aż któraś z nich coś powie, ale żadna się do tego nie śpieszyła. "Dziwne". - pomyślałam i poszłam dalej. Weszłam do środka i skręciłam w prawo. Przede mną ukazały się duże, marmurowe, białe schody. Nigdy wcześniej ich tu nie widziałam, ale, że nie jestem z natury ciekawska osobą poszłam dalej i na reszcie znalazłam damską szatnię. Weszłam do środka gdzie siedziały już jakieś 10 - latki. Jednym spojrzeniem je spłoszyłam. Wolałam być sama. Nigdy nie lubiłam jak ktoś był ze mną jak się przebierałam. Postawiłam torbę na ławkę i wyjęłam z niej ubrania. Przebierając się spojrzałam się w lustro. Zobaczyłam swoje chude ciało. Niby atrakcyjne, ale ma wiele wad. Najgłówniejsze to te na udach, blizny. Wiele blizn. Jedne mniejsze, drugie większe. Ale każda znaczyła coś innego.
- Dosyć tego. - powiedziałam do siebie i się ubrałam. Wzięłam dżokejkę i wyszłam na dwór.
Podeszłam do swojej klaczy.
- Witaj Furio. - pogłaskałam ją po grzbiecie. Wydała swój ukochany dźwięk, który mówił "Witaj." Chyba, bynajmniej zawsze się ze mną tak witała przed samą jazdą.
- Od czego zaczynamy? - zapytałam James'a. Uśmiechnął się do mnie.
- Dzisiaj zaczynamy od dużego toru. Weź Destiny i chodźmy tam. - jak powiedział tak zrobiłam. Było to dla mnie dziwne. Nigdy nie zaczynaliśmy o dużego wybiegu, ale niech mu będzie. Wprowadziłam klacz na duży wybieg, wsiadłam na nią i chciałam ruszyć. Koń nie chciał się mnie słuchać. Coś mi tu nie pasowało. W końcu zrozumiałam co.
- To nie jest moja Furia ! - krzyknęłam gdy koń ruszył. Nie mogłam nad nim zapanować. Zrobiłam jedno okrążenie, potem drugie, ale to nie ja Go prowadziłam. Robił co chciał. James zamiast Go zatrzymać patrzył się na mnie i czekał na rozwój wydarzeń.
- Stój ! - krzyczałam. Koń się mnie nie słuchał. Uderzyłam Go piętami pod żebra. Lecz on zamiast się zatrzymać zrzucił mnie. Upadłam na ziemię i uderzyłam głową o coś twardego. - Ał. - złapałam się za pulsujące miejsce. Poczułam coś lepkiego i mokrego. Spojrzałam na swoje palce, które dotknęły bolącego miejsca i zauważyłam krew. Potem już nic nie pamiętam. Potem była już tylko ciemność.

wtorek, 24 lutego 2015

Prolog

- Clarie ! - krzyknął Daniel. - Clarie ! - przestraszony 11 - letni chłopiec szukał swojej młodszej siostry.
Niestety małej brunetki nigdzie nie było. Daniel poszedł za dom, poszukać jej na podwórku. Zobaczył, że furtka od ich płotu jest otworzona. - O nie. - powiedział do siebie mały brunet i podbiegł szybko do furtki. Ściemniało się już, a jego młodsza siostra wyszła bez nikogo z podwórka. Chciał cofnąć się po mamę, ale wiedział, że będzie na niego zła za to, że nie umiał przypilnować siostry i zamiast się nią zajmować, grał z kolegami na boisku. Nie miał innego wyjścia musiał iść w stronę "zakazanego lasu". Jego adrenalina podskoczyła momentalnie gdy przed samym lasem zobaczył biały pantofelek jego siostry. Wziął go i poszedł dalej.

* W tym samym czasie*

Siedziałam w piaskownicy gdy usłyszałam jakiś szum. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam mnóstwo ptaków. Czarnych i białych. Było to dla mnie dziwne, ponieważ nigdy nie widziałam takiego czegoś. Był to zachwycający widok. Gdy zaczęłam przyglądać się bardziej zauważyłam, że to nie są ptaki.
- Anioły ! - zachwyciłam się. Zaczęły odlatywać w stronę lasu, a ja nie mogłam powstrzymać się, żeby za nimi nie pobiec. Tak też zrobiłam. Biegłam nie patrząc się przed siebie, tylko w niebo. Bałam się odwrócić wzrok choćby na chwilę, żeby nie zniknęły mi z pola widzenia. Zachwycona widokiem pięknych istot, nawet nie zauważyłam ciemnego dołu przed sobą.
I nagle BUM. Ciemność. 4 - letnia dziewczynka, leży w dole, a nikt nawet nie wie co się z nią dzieję.

*****
- Clarie ! - Daniel wrzeszczał, aby jego młodsza siostra się znalazła. - Clarisso uwierz, że jak Cię znajdę to urwę Ci łeb. - chłopiec ledwo powstrzymywał łzy.
- Matko gdzie ona.. - chłopiec znalazł dziewczynkę obok drzewa, gdzie spała. Daniel wziął ją na ręce i zaniósł do domu. Nie postrzeżenie położył ją do łóżka i nikomu się do tego nie przyznał. Nikt nie wiedział o tym wydarzeniu. Nawet kilkanaście lat później.